piątek, 6 grudnia 2013

delirium

Czas stał się wrogiem. Przeczekać, przespać, roztrwonić, byleby tylko minął, grozić mu, szczerzyć kły, błagać ze łzami w oczach. Czas, tak drogocenny, niepewny, którego w każdej chwili może zabraknąć, przestał mieć znaczenie. Jest nieistotny, jeśli nie wypełnia go jedna rzecz. A ta, tak rzadko osiągana, która może być w każdej chwili stracona, którą tak łatwo zniweczyć... Przyprawia o obłęd.
To najgorsze, trwonić czas, już tylko ranienie innych jest gorsze. Ale wilczyca nie może podnieść głowy. W końcu się wkurzy, w końcu głodne conatus postawi ją na nogi, ale potrzebny jest na to... no właśnie, czas.

Chyba najgorzej, to pozwolić nadziei żyć zbyt długo. Ja już nie mam normalnych wizji na ten temat. Zbyt długo hodowana nadzieja jawi mi się dzieckiem chorej dziwki, która za długo zwlekała ze skrobanką. I oto przychodzi na świat COŚ, ułomne, nikomu niepotrzebne, wzgardzone, skazane od samego początku.
Nie, no błagam, to nie tak. Ta nadzieja jest zdrowa, rozwija się prawidłowo. Z wilczycy prędzej zakonnica na kiełkach, niż chora dziwka. Nie potrafi zabić tej nadziei. Danej przez wilka z sąsiedniej głuszy.
Problem w tym, że wilk może przyjść i zagryźć młode, jeśli się narodzą. Wielkie nadzieje. Pisałam o tym w poprzedniej notce, ale usunęłam ją, wadziła mi przesadnym optymizmem wobec stanu, w którym tkwię od dwóch miesięcy. Pisałam o kopalnym jeleniu, który wyginął przez zbyt okazałe poroże. Cytowałam: Zjawisko polegające na tym, że pewien gatunek poprzez hipertrofię pewnej zdolności staje się niedostosowany do wymogów stawianych mu przez środowisko, jest tragedią dotykającą nie tylko człowieka. Na przykład, uważa się, że dotyczyła ona również pewnego gatunku kopalnego jelenia, który wymarł z powodu wykształcenia nazbyt okazałego poroża. Mutacje genetyczne należy zatem uznać za ślepe, ponieważ zachodzą one bez żadnego celowego związku z wymogami, jakie stawia środowisko.
W stanach depresyjnych umysł można przyrównać właśnie do takiego poroża, które swym fantastycznym splendorem przygniata do ziemi dźwigającego je na głowie osobnika." (Zapffe) Porównałam człowieka do tego jelenia, z porożem z wielkich nadziei. Z tym porównaniem jeszcze spoko, ale mamy tu wilczycę, nie człowieka. To kompletnie porąbane, żeby wilczyca czuła się jak jeleń, ale tak jest. Z pochyloną głową, nie w pokorze, a pod wpływem makabrycznego ciężaru orze ziemię wokół gigantycznymi rogami. Próbuje wstać, ale nic z tego. Dała żyć nadziei, a ona rozrosła się jak rak. Nadzieja osłabia ją i zabija, a wilczyca otacza ją czułą opieką, jakby to było wszystko, co ma.

Widzę wokół siebie pijane serca. Pijane od sfermentowanych nadziei. Niektóre są już zupełnie strute, bo nadzieje w nich zgniły. Widzę, jak moi znajomi toczą błędnym wzrokiem wokół. Świat zdaje się tańcem pijanych serc. I co zrobić? Przecież nie można odebrać nadziei, ona jest ostatnia, nietykalna, jeśli umrze, człowiek rozpada się jak domek z kart. I co, mam to z nimi celebrować, dołączyć do tego chwiejnego tańca, niczym chocholego? Zrobimy sobie z moich rogów coś na wzór miotły i pobawimy się w mietlorza, hej.
O co w tym wszystkim chodzi? Jakie może być rozwiązanie? Może trzeba to równoważyć, skoro nie odbierać. Wprowadzać do krwiobiegu substancje odżywcze, nowe, zdrowe nadzieje, marzenia, empatię, codzienne, małe rzeczy. Utrzymać fazę w stanie ogarniania. Tańczyć, a potem pójść do domu, odwalić robotę i spać. Wstać i tańczyć tydzień, ups, to nie tyle miało trwać, kryzys, trzeba iść do pracy, wziąć nadgodziny, podleczyć się. Czy życie to taka walka z pijaństwem własnego serca?
Ludzie mają poroża z wielkich nadziei, w większości straconych. Z tyłu wyrastają im ogony z miłości, poświęcenia, pokonanych trudności, empatii. Łapie się za nie przyjaciół i ciągnie, póki nie uniosą udręczonej głowy. Człowiek to chwiejna symbioza pijanego serca i głodnego conatus.

Och... czy właśnie tworzę człowieka z jelenim porożem i lisią kitą? I wilka z porożem. To najpewniej tylko obrazy delirium, które zalewają wilczycę umierającą samotnie z zimna.
http://wilczetesknoty.blogspot.com/2013/12/wiersz-wilczy.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz