sobota, 28 maja 2016

Odyseusz przywiązany do masztu

Zieleń przejęła świat we władanie. Słońce jeszcze jest chłodne, ale żywi. Zza okna mojego pokoju dochodzą tylko trele ptaków. Mieszkam na skraju lasu, wśród pól. Człowiek rzadko zaburza ten krajobraz i można swobodnie oddychać. Słyszeć planetę, a ponieważ mówi przez wszystko, można także usłyszeć ją z siebie. Wiecie, co słyszę? Że jest samotna, bo cała wielość na niej - to tylko ona sama. Podzielona. Istnieją wyłącznie jej głosy, a wokół milczenie Wszechświata.


Odkryłam coś bardzo ważnego. Prześladowana głodem, wiecznym niespełnieniem, przemęczeniem i zbyt wieloma myślami, przyjmując baty na ugięty kark, w końcu coś zrozumiałam. Podniosłam głowę i sama sobie chlasnęłam w twarz, ale to nieistotne, bo złapałam już tę rękę z batem i unieruchomiłam. Spojrzałam w oczy swojemu prześladowcy i wybawicielowi w jednym - sobie samej.

Po pierwsze, jestem więźniem legendy. Zakładnikiem w trzewiach wraku statku, którym pływał mój ojciec. Nie wiem, dlaczego to robię - czy wmówili mi to dziadkowie, ja sama, czy próbuję zasłużyć na wyimaginowane względy kogoś, kto nie istniał już, zanim ja się zjawiłam - ale staram się objawić jako pisarz w największej mierze z powodu ojca. Kiedyś stwierdziłam, że to nie był mój los, że dostałam go w nieproszonym spadku.
To nie jest coś, co chciałam robić. To coś, co robiłam, odkąd pamiętam.

Po drugie, od kilku lat staram się włożyć siebie samą w foremkę, do której nie pasuję. Nie jestem autorytetem. Chwała Einsteinowi, który powiedział: Aby ukarać mnie za moją pogardę dla autorytetów, los sprawił, że sam stałem się autorytetem. Oto prawda objawiona! Co to za osoba, która rzuciła nałogi, ubiera się w słodkie sukienki, poszła na doktorat, choć gardziła karierą akademicką, przestała "trwonić" czas, nabrała sobie tysiąc obowiązków na głowę i jak niewolnik skreśla punkt po punkcie? To ktoś wart pewnej dozy podziwu, ale na pewno nie prawdziwa ja. Nigdy nie chciałam być kimś, z kogo można brać przykład, a jednak dążę do tego, bo uważam, że tak trzeba. Kto ci wmówił, że tak trzeba, Naz? Ty sama.

Po trzecie zaś, moje życiowe wybory były głównie podyktowane przypadkiem lub instynktem. Siedem lat temu znalazłam się na filozofii, bo trwała na niej ostatnia możliwa rekrutacja, a ja nie dostałam się gdzie indziej. Rok później miałam dołożyć zupełnie inny kierunek, niż bezpieczeństwo, ale otworzono je po raz pierwszy, było czymś nowym i się skusiłam. Jest siedem lat po rozpoczęciu studiów, skończyłam cztery kierunki i znam się na wielu rzeczach, na których wcale nie planowałam się poznać. W liceum drwiłam z kumpla, który wybierał się na filozofię. Zresztą, drwiłam z bardzo wielu rzeczy. Potem, kawałek po kawałeczku, wszystko zaczęłam brać na serio.
Kiedyś marzyłam, żeby być oceanografem. Morze przyciągało i hipnotyzowało mnie całe życie i nie wiem, czy to moja wola, czy znów pragnienie ojca. Czasem śniłam o górach i skokach z urwisk, ze szczytów. Czy byłam kiedyś górskim orłem?

Nie mam pojęcia, kim jest autentyczne ja, ukryte we mnie. Obrosło w legendy, zjawy, demony, wpływy, przypadki, upór, wierność i poczucie obowiązku. Jest jak opierzona kulka, skrywająca niewiadome wnętrze. Oberwać te wszystkie kolorowe pióra? Bardzo trudno jest pokazać się nago. Niektórzy sami nie mogą patrzeć na własne, nagie odbicie. Nie mam z tym problemu, ale widok zawsze mnie dziwi i nie odnajduję w ciele własnej istoty. Moja istota jest ulotna, a to ciało, choć lekkie i drobne, zdaje się mnie krępować. Kawał bladej skóry, rozciągnięty na śliskich włóknach, kościach i pulsujących organach. Pozwalam malować po nim igłą, zamalowywać jak najwięcej, żeby to przestało być takie nijakie, takie nie moje.

Wiem, że kocham to ciało, gdy tańczę. Od dłuższego czasu nie robię tego na scenie, ale to nic, nie potrzebuję jej i nigdy nie czułam się na niej swobodnie. Wiem, że kocham to ciało, gdy pływam, zwłaszcza pod wodą. Gdy idę do lasu i przywieram do drzewa, czując tę całą energię, te połączenia. Gdy się kocham. Moje ciało należy do świata biologii, ruchu.
Mój duch jest czymś z poza.

Zabieram mojemu prześladowcy bat. Szczerzy kły i zamienia się w syrenę, wabiącą żeglarzy. To nic złego, nie mieć pojęcia, kim się jest. Dobrze wiedzieć, kim się nie jest. Odyseuszu, zatkaj uszy. Teraz będziemy się uwalniać, przywiązując do masztu.

The Dumplings - Odyseusz
Królowa Śniegu