poniedziałek, 30 czerwca 2014

heart break train

Agresja ostrzeżeń przed niebezpieczeństwem. Naglący dźwięk, uporczywe miganie czerwonych świateł, opuszczony szlaban, zbliżający się huk. Wiem, że to tu. Lata błądzenia po opuszczonych lokomotywowniach, po olbrzymich torowiskach, pojedynczych torach puszczonych przez szczere pola. A przecież nie o tory chodziło, tylko pociąg. 
Przechodzę pod szlabanem. Myślę, że dróżnik pije. Spóźnił się z opuszczeniem. Sprowokował to, że się zbliżyłam. Pijany dróżnik ukryty w blaszanej budzie.
Szyny już lekko drżą. Nie chcę stać. Kładę się, przyciskam policzek do drgającej stali. Twarzą w stronę huku. Jest ciemno. Zobaczy mnie dopiero, gdy nie będzie mógł zahamować. 
Christiane F. mówiła o tym, jak pozbawione jest to dramatu. Bo nie ma tu żadnego dramatu. To tylko wybór pociągu i alternatywnej drogi skorzystania z niego. Wybór rodzaju zmiażdżenia przez świat. Nadanie ładu temu bezwładnemu aktowi niszczenia jednostek, o którym mówił Schopenhauer. Nic więcej. Najtrudniejszy z czynów conatus. Pogodzić się z nieuchronną porażką. Myślę, że zwyczajne conatus musi tego uczyć się całe życie, by finalnie odpuścić. Ale są też takie, które zostają postawione w sytuacji, kiedy odpuszczenie stanowi ratunek tu i teraz.
Ja nie piszę o samobójstwie. Odpuszczanie samozachowania tak naprawdę nie ma z odebraniem sobie życia wiele wspólnego. Piszę o tym, że w pewnym momencie trzeba przestać próbować. Ale tylko i wyłącznie po ostatniej próbie, największej, na jaką nas stać. Spróbować zatrzymać pociąg, którego nie da się zatrzymać.Przekroczyć prawa fizyki i logiki. Obudzić irracjonalizm, zawalczyć o złudzenie, jakby było czymś więcej.
Teraz wystarczyłoby podsumować to jednym słowem, którego zdaje się, nigdy już nie napiszę. Bo pociąg rozgniecie mi czaszkę. Bo taki jest świat.

W nic już nie wierzę, to jest najgorsze. A kiedyś wierzyłam. I wierzyłabym, że mi się uda.
Budzę się ciągle bladym świtem. Nie ma we mnie miłości. Te sfermentowane nadzieje... To wszystko, co jestem w stanie osiągnąć. Zwykły, pijacki amok serca, powodowany zapewne dla niego samego. Alkoholizm. Pijaństwo dróżnika.
To nie jest smutne. To jest żadne. Jeśli was smuci, wciąż wierzycie w bajki...

Skubas - Nie mam dla ciebie miłości

wtorek, 10 czerwca 2014

"głową w dół, oczami na twarz"

Czuję się nędznie. Za każdym razem grozi mi większa otchłań. Za każdym kolejnym razem jest głębsza, ciemniejsza, a szepty z dna wydają się bardziej zrozumiałe. 
Czuję się dobrze. Każdy znak, że nie spadnę, że tym razem ten chwiejny jeszcze most mnie utrzyma... że ktoś, kto trzyma tę konstrukcję, nie puści... Każdy taki znak sprawia, że to zawiśnięcie nad przepaścią, włażenie nad nią kolejny raz wydaje się mniejszą nędzą.
Jestem zmęczona. Nigdy nie przestaję od siebie wymagać czegoś nowego. Jestem jak starzec, którego nużą nowe pomysły wnuczka. Kobieta, którą nużą nowe podszepty serca. 
Serce to niereformowalny alkoholik. Napruje się, miesiącami spawa na wszystko naokoło, wszystko zarzygane. Wytrzeźwieje, zrobi odwyk... i nawet nie wiadomo jak ani kiedy, już trzyma zgrzewkę nadziei, które wpycha sobie w gardło.
Wilczyca dokonała jakiegoś cudu, pogodziła się ze stacjonującym u niej stadem. Z bestią, która nie mogła na nią patrzeć. Wyzbyła się cudzej nienawiści, nie wiem jak. Może pomogło jej to upijające się znów, powoli zaczynające bełkotać serce. Bełkot serca bywa czarujący. Póki nie zaczyna być nie do zniesienia, jak to z każdym pijakiem po przekroczeniu pewnej granicy tankowania. Jest zabawnie póki jest zabawnie, mawiał tak jeden gość, który się zapił.
Właściwie to nie wiadomo do końca, czy się zapił. Powiedział, że idzie pić, wyszedł i nigdy nie wrócił.
Myślicie, że już bełkoczę?
Wtorek rano, jest dopiero wtorek rano, a ja lawiruję na skraju bełkotu. Może to wina Rusta z True Detective. On uprawia filozoficzny bełkot, a mi się tak podoba, że go zapisuję. Czy przez moje wykształcenie już do końca będę zapychać sobie głowę filozoficznym bełkotem? Filozoficzny bełkot, bełkot serca... Cofnę się w końcu do stadium niemowlęcia, gaworzącego bez sensu.
Stoję nad swoim podchmielonym sercem i czuję się trochę jak w filmie Sierpień w hrabstwie Osage. Jakbym była tą córką, którą gra Julia Roberts, Barb, stała nad swoją porobioną matką i darła się: JA TU TERAZ RZĄDZĘ! KONIEC CHLANIA! Jakbym łaziła po domu i szukała ukrytych flaszek. Ale jak odebrać sercu, tej podłej cholerze, wszystkie nadzieje? Nie mogę. Próbuję tylko ograniczyć ilość. Próbuję mu przetłumaczyć, żeby nie zachlało się za mocno, nim nie sprawdzi, czym są nowe nadzieje. Czy aby przypadkiem znowu nie bujdą?

Strachy na Lachy - Dziewczyna o chłopięcych sutkach

http://wilczetesknoty.blogspot.com/2014/06/szklanka-straconego-czasu.html

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Ravenstag

Pośród ścian z naszych serc i umysłów skrywa się niebezpieczeństwo. Dziury w podstawie umysłu. Hannibal.
To nieustanna walka. Nie mam pojęcia, czy inni toczą podobne, wilczyca jest tak do nikogo niepodobna. Błądzi po własnym lesie. Lekko naciska pazurami napotykane wnyki. Jest głodna, lecz nie je, wszystko zatrute. Ktoś otruł nawet ptaki. Jak naprute zataczają błędne koła wokół drzew, póki nie trafią w końcu w pień. Deszcz martwych ptaków.
Wilczyca nie chce mieć znów pijanego serca. Nie potrzebuje żadnych sfermentowanych nadziei. A przecież zatacza się, upada. To jeszcze nie serce, ale mimo gardy coś truje jej krew. I przyszedł taki dzień, kilka wschodów temu, gdy wilczyca potknęła się o coś dużego, miękkiego i ciepłego. Drugi wilk, coś, czego nie widziała od tak dawna. Zatruty. Jeszcze ciepły, ale martwy.
Wilczyca miała ochotę zwinąć się przy nim w kłębek. Ukraść resztkę jego ciepła, a potem z nim stygnąć. Ale nie, conatus wilczycy ma jeden z najlepszych okresów. Szybko wstała, cicho odeszła, nawet się nie obejrzała.
Naokoło lasu szczekają psy. Wilczyca wie, że jeden z nich jest wilkiem, który bezpiecznie ukrył się wśród sfory kundli. Myśli do niego: nie wchodź tu. Kiedy cię rozpoznają, zechcą cię pożreć. Kiedy tu wejdziesz, będę musiała jeść, żeby cię obronić. Struję się. Nie wchodź...

*

No i stało się. Coroczny przemarsz stad na północ. Przeważnie niewiele tam wilków, jeśli w ogóle jakiś się trafi; najwięcej jest wilkopodobnych wynaturzeń i ich omeg. Wilczyca musi spędzać czas z bestiami. Z najgorszą z nich najwięcej. Prawie tak nieludzką, jak dawny samiec alfa jej stada. Przepełniona nienawiścią bestia. To stworzenie poszło na łatwiznę. Łatwo jest nienawidzić, trudniej zrozumieć. I między innymi nienawidzi wilczycy za to, że w jej sercu brak nienawiści. A już najbardziej nie może znieść, że nie obdarza tym bezwartościowym uczuciem jego. Jak ona ma go nienawidzić? Przecież wie, że w kontakcie z pewnymi rzeczami i bestiami, jakie nie powinny chodzić po ziemi, psychika łamie się na pół. I przybieramy pozy. To jego metoda przetrwania. Nie można nienawidzić za najbardziej pierwotny instynkt. Za conatus.
Czuję się tak, jakbym była czymś, co przeminęło i co jeszcze nie nastało. Na skraju dwóch światów, tak naprawdę nigdzie. To minie, tylko bestie odejdą.
Potwór mówi wilczycy, że jest jego największym rozczarowaniem. Wilczyca rozumie, dlaczego. Potwór chciał mieć ją w swojej watasze. Nienawidził jej samca alfa. Był rozczarowany, że wilczyca, prześladowana przez samca alfa, zamiast zapałać nienawiścią, zapałała zrozumieniem i przystała do niego. Nie mógł pojąć, jak dała się tak traktować, tak sponiewierać, tak wyniszczyć. To prawda, że spotkałby ją lepszy los, gdyby wybrała drugie stado. Ale ten lepszy los nie przyniósłby jej tak głębokiego zrozumienia życia. Nie można się dowiedzieć, czym jest przebaczenie, jeśli nie ma komu ani czego przebaczyć. Czym jest miłość, jeśli się nie pokocha. Czym jest bezgraniczna miłość, jeśli nie dozna się miłości, w której trzeba przebaczyć coś strasznego.
Wilczyca musi nauczyć się milczeć na jakiś czas, usilnie, niczym nasz Wszechświat. Milczeć. Dyskusje z potworem są okropne. Zawsze kończą się agresją i nieustannym: "Wolałam być jego dziwką, niż twoją żoną". Tanio, titanicowo.
Milczeć. Myśleć o wilku, ukrytym wśród psów. Przeczekać przemarsz bestii przez swój las. Wytrzymać. Garda, garda. To tylko westchnienia przeszłości. Nie jesteś już tym, wilczyco. Nie odpowiadasz już za grzechy swojego stada. Nie dopuszczasz się już żadnych grzechów. Jesteś wolna. Wytrzymaj. Wiem, że boisz się cieni z przeszłości, boisz się jelenia na skraju twojego umysłu, jak ten Willa Grahama. Nie patrz w jego kierunku. 
Mumford & Sons - Dust Bowl Dance.


Pamiętam, kilka lat temu tłumaczyłam pewnej młodej wilczycy, co zrobić w sytuacji, która właśnie dziś powraca. Przypomniały mi się te słowa, jakbym mówiła je wczoraj. "A kiedy zaczniesz się bać brzydko kogoś, przed kim chciałabyś uciec, ale nie możesz... Zamknij oczy i pomyśl o pięknym strachu. Pomyśl, że stoisz przed kimś, przed kim byś chciała, i że się przed nim rozbierasz..."