środa, 21 października 2015

horyzont zdarzeń Innego

Wrzesień/październik.


W świecie

Wiecie co? Stoję dziś w centrum; w niektórych kwestiach w centrolewicy, w innych bardziej na prawo. W różnych sprawach bywa, że nie miałabym gdzie się zwrócić, bo moje poglądy trudno dopasować. Zupełnie jak Geralt, mój ulubiony przykład, co siedział okrakiem na płocie. Nie mam na kogo głosować z tych wiodących: niezależnie od tego, kto tam ma być "złodziejem" albo "wielbicielem spiskowych teorii" (internetowe bluzgi w ogóle mnie nie obchodzą) - króluje tam szczucie na siebie, oderwanie od rzeczywistości, wielkie obiecanki, nachalność i wybiórczość, które mnie nie zachęcają. Rola tych wkurzonych mniejszościowych wciąż uparcie jest marginalna. Z liberalizmem, który wyznaję, robią w tym kraju tak, że staje się bronią przeciwko tobie samemu. Nie jestem w stanie być radykałem, bo nic nikomu nie mam zamiaru narzucać. Chciałabym posiłkować się poglądami filozofów, ale nie ma uniwersalnych recept w dynamicznym środowisku. Klasyczne mądrości niewiele tu pomogą; ludzie pragną prędkich czynów i mają rację. Chciałabym posiłkować się studiami z bezpieczeństwa, ale tam mówią, że polska to dupa świata, która musi klęczeć przed UE i USA. Polska, ten kraj, którego wojsko wygnało Turków spod Wiednia? 
Powiem źle o przyjmowaniu uchodźców, nazwą mnie rasistką, ksenofobem i paranoiczką. Będę za, powiedzą, że przyczyniam się do samobójstwa Europy. Kocham swój kraj, a zarządzający nim ciągle rzucają mi w twarz jakimś absurdem, śmieciem i mięsem. Żyję w nierealnym świecie, więc pociski przelatują przeze mnie jak przez ducha. I kiedy chcę być obywatelem, kiedy się materializuję i pragnę pomóc - nie ma na to sposobu żadnymi słowami. Nie ma normalności, chęci zrozumienia i porozumienia z drugim, każdy sobie wzajemnie podsrywa i wyzywa tego, kto ma inne zdanie. Caryca Katarzyna miała rację, niszczy się ten naród, niegdyś naprawdę mądry, szczując wzajemnie na siebie. Ale ja w tym nie będę brała udziału ani chwili. Mam zamiar działać, robić produktywniejsze rzeczy w życiu, niż rzucanie się rodakom do gardła i prostackie krzyczenie, że moja racja jest mojsza, niż twojsza.

Nie ma prawd absolutnych. Nie, moi drodzy; nie jest tak, że musicie wybierać mniejsze zło, że nic nie ma poza prawym i lewym, poza tak i nie, poza czernią i bielą. Co się wydarzy podczas tych wyborów? Czy mniejsze, świeższe partie "ukradną" sporo głosów skostniałym, wykarmionym na pieniądzach obywateli, wieloletnim "sługom" państwa? Czy zapanuje kontrowersyjna hegemonia, którą już znamy z nieodległej przeszłości? Nawet nie wiem, który z kolei raz jestem w komisji wyborczej. Łatwiej w dniach wyborów działać, robić coś obiektywnego, przydatnego. Jestem patriotką, "społeczniakiem"; lubię pracować dla tego kraju, dla swojego regionu, dla ludzi. Wolę skupić się na stanowisku, gdzie osobiste bolączki nie mają znaczenia, niż siedzieć w domu i obserwować coś, z czym nie można wygrać. Tak, nie można, przynajmniej w pojedynkę. Można zwyciężyć we własnej głowie, być wolnym, tak jak ja, ale wiodąca ideologia będzie próbowała cię podporządkować. Niewola większości trzyma ci nogę, tak, że nawet z głową w chmurach wciąż jesteś przywiązany. Bo zawsze jesteś związany z ludźmi; człowiek to zwierzę stadne. Tylko struktury w stadach pozwalają zaprowadzić porządek. Możesz się wyłamać, ale porzucenie innych to zbrodnia. Ucieczka w pojedynkę z platońskiej jaskini to tchórzostwo.
Człowiek, zwierzę stadne. Zdolne do rozumowania. Moją bronią jest rozum, lecz jego nikt z wielkich graczy nie stawia w ringu. Dla nich liczy się manipulacja bezmyślną masą. Ale! Polacy to jeden z najbardziej doświadczonych, najmądrzejszych narodów. Nie tak łatwo wszystkich ogłupić. Widzę to przy każdych wyborach. I sądzę, że wystarczy ich tylko jeszcze bardziej wkurzyć, a zjednoczą się w najbliższych latach.
Demokracja to głos większości. W Polsce wszyscy są celowo skłóceni; mamy kilka mniejszych większości, które przeciągają linę między sobą. Czy możesz tylko biernie czekać? Nie. Zmiana zaczyna się w ludzkiej głowie, a kończy w ludzkich rękach. Zmieniaj tok myślenia ludzi. Przede wszystkim rozszerz swój. Zrozum, że nie ma jednej prawdy, jest ich wiele, a cała filozofia polityki we współczesnym, demokratycznym kraju polega na ich pogodzeniu i harmonizacji.

Nie mam czasu wykłócać się z rodakami. To jałowe. Są ważniejsze sprawy.
Kobiety mają problemy tu i teraz, niektóre odwieczne, jak uprzedmiotowienie czy obrzezanie. Mężczyźni mają problemy tu i teraz, w stworzonym przez własną płeć nieprzejednanym, agresywnym świecie. Dzieci i zwierzęta napotykają szeregi zagrożeń ze strony ludzi opętanych ideologiami. A czasu życia tak niewiele - zaczynam już, natychmiast szukać rozwiązań. Najłatwiej się poddać, przyjąć bierną postawę, mówić: tak było zawsze. Trudniej znaleźć rozwiązanie. Nigdy nie chodzę na łatwiznę. 
Fantastyka naukowa pozwala tworzyć niesamowite symulacje, rachować, abstrahować, prognozować, niszczyć ludzką samotność we Wszechświecie i podróżować swobodnie po kosmosie. Fantasy zezwala na tworzenie alegorii, upiększonych i zeszpeconych światów, obnażających ludzką naturę, istotę reżimów politycznych, wiar i społeczeństw. Literatura uczy myśleć, otwiera głowy, tworzy i niszczy ideologie. A takie krótkie to ludzkie życie! Spieszę więc z tworzeniem wciąż nowych tekstów, nieustannym eksperymentowaniem.
Filozoficzny doktorat pozwoli mi otwierać ludzi na szersze sposoby myślenia, mówić do nich o głębi egzystencji w dobie powszechnego prostactwa.
Druga magisterka z bezpieczeństwa pozwoli mi przejrzeć filozofię wojny wszystkich cywilizacji i poszukać drogi porozumienia.
A to tylko cząstka tego, co chcę i co mogę. I mam tutaj coś na posiłki - jedno, trafne zdanie.

"Życie nie jest koniecznością, ale jeśli już człowiek zdecydował się żyć, powinien żyć pięknie." Marek Hłasko.

*

Poza światem

Jest pięknie, lecz niewiele korzystam z ciepła, lasu i łąk. Kontakt ze światem zewnętrznym jest praktycznie zerwany. Produkuję codziennie dziesiątki tysięcy znaków książki i opowiadań. Wrzesień jest ostatnim miesiącem przed doktoratem, gdy mogę poświęcić się wyłącznie pisaniu. Łóżko, komputer, godzina lub dwie ruchu, trochę różowego wina, gitara, sen. Światy równoległe, inne wymiary, daleka przyszłość, postapo, plastyka bohaterów, niekończące się poprawki stylistyczne. Mój wilk o mnie dba, wieczorami przychodzi wytchnienie.
Psychicznie jestem wrakiem. Narobiłam mnóstwo bardzo angażujących fabuł. Czasem włączam na godzinę InFamous i wszystkich ratuję. Jestem wysoce niereformowalna, nawet w grze nie potrafię zostać czarnym charakterem. Kiedy nie mogę spać, czytam Życie Pi. Kawał dobrej lektury, ale poglądy pana Pi są krzywdzące wobec ateistów. Jemu się wydaje, że każdy głupiutki, naiwny ateista na łożu śmierci szybciutko się nawróci. Nie dziwię się tej pochopności, bo jego analizy trzech wielkich religii także są naiwne. Ale dobrze się je czyta, a przecież o to chodzi w powieściach, by dobrze się czytało. To tylko w filozofii nikogo nie obchodzi przystępność tekstu. Ja bym panu Pi chętnie przedstawiła mój ateizm. Jeśli chcesz poczytać o przepełnionej miłością niewierze, przejdź na Jaskinię Psów.


Październik/listopad.

Październik był produktywnym koszmarem. Bywałam na uczelni po dziesięć, dwanaście godzin, lawirując między doktoratem a magisterką, w przerwach zakopując się w książkach na Rajskiej. Jednocześnie trwała rozsyłka Dzikiej Książki po wydawnictwach (można ją śledzić na blogu Dzikusa) i remont, który własnoręcznie wykonałam. Wreszcie mam chwilę, by spróbować skończyć notkę rozpoczętą we wrześniu.


Jestem Innym.

Czy chodzi o Innego w rozumieniu Simone de Beauvoir? Simone, partnerka życiowa Sartre'a, twórcy egzystencjalizmu, Innym nazywała kobietę. To mężczyzna przez wieki był absolutem, podmiotem, twórcą ludzkiego świata. Niema kobieta stanowiła obcego, niepojętego przybysza z ciemności. Tak, na pewno chodzi o tego Innego. Jestem Głosem Innego.

Czy chodzi o Innego niczym z Pieśni Lodu i Ognia? Zimną istotę zza Muru, której dotyk przemienia w coś sobie podobnego. Kroczącą przez świat trochę jak nietzscheański "człowiek, który przekracza".
Mogło o takiego chodzić. Na szczęście płonę, przekazuję tylko ciepło, namysł i życie. Nie jestem lemowskim "kaznodzieją nicości". Nie jestem takim Innym.

Czy mowa o Innym jak z Dzikiej Książki? Zmęczonej istocie, starającej się oddać ludzkości ostatnią posługę. Próbującej przenieść ją na wyższy poziom. Która mówi niezależnie od stopnia ignorancji odbiorcy. Tak, chyba mogę być takim Innym.

Inny. Ten, który nie jest tożsamy. Pierwsze podziały wśród ludzi dotyczyły "nas" i "innych".
Jestem Innym, otwartym na wszystkich i złaknionym ukazywania każdemu bez wyjątku bezkresnych horyzontów. Zrzucania klapek z oczu. Jestem Innym, który nie zamilknie do końca świata. Zawsze byłam Innym, a akceptacja tego, zakończenie walki o podobieństwo przyniosły niezmierną ulgę. I bezdyskusyjną przynależność. Przyjmują mnie na uczelni, w publicystyce, w środowisku literackim. Stwierdzają: Mów, Inny. I słuchają z uwagą.
Wciąż jeszcze nie pokazałam pełni możliwości. Znam je i robię właśnie wszystko nieustanną, twórczą pracą, by przekazać i ciągle ulepszać ich owoce. Wystarczy jeszcze chwilę zaczekać.