środa, 28 stycznia 2015

Smoki

"To takie brnięcie przez życie jak przez morze krwi, łez i śliny kapiącej z rozkoszy. Brnięcie w nieprzytomności, z zamkniętymi oczami i budzenie się w większych portach." 09.11.2014

Zadaję sobie te pytania, odkąd pamiętam. Odpowiedź jest kluczem, który sprawiłby, że podjęłabym ostateczną decyzję, kim jestem.
Czy ten świat zasługuje na empatię? Czy ten świat zasługuje na miłosierdzie? Czy jest do niego zdolny?
Wiesz, robię tak co jakiś czas, że czytam o masakrach i ludobójstwie. Hutu. Nankin. Holocaust. Wołyń. Mam w głowie co najmniej kilkadziesiąt nazw z samego tylko XX i XXI wieku. Rzeź. Masakra. Gwałty. Tortury. Myślę o krwawych obrzędach. Obrzezanie dziewczynek. Ubój rytualny. O niewolnictwie, uciemiężaniu obywateli, kobiet. Zastanawiam się nad naturą męską. Żołnierzach pochłoniętych przez ideologie, którzy wpadali do miast i osad i masakrowali ludność. Ludzi takich, jak oni. Hutu odcinali kobietom ręce, żeby nie przeszkadzały przy gwałtach, wiesz? Kalkuluję to na zimno. Cywilizacja rozumu. Człowiek - finalny produkt świata. Myślę o tym i zadaję sobie pytania-klucze. Stoję na rozdrożu. 
Potem mówię sobie: nie myśl o zmarłych. Myśl o żywych. Ponieważ pogrążanie się w rozmyślaniach o minionych ofiarach, liczonych w milionach, wpędza w obłęd. Myśl o żywych to promień światła, wywleka mnie z kleistej czerni ciemnej strony człowieczeństwa. Ludzie mówią na takie sytuacje, o jakich wspominałam, nieludzkie zachowanie. Może właśnie to jest ludzkie zachowanie. Bestialstwo. A my sobie po prostu uroiliśmy, że jesteśmy ponad to, lecz sytuacje graniczne wywlekają prawdę na wierzch. Bestie z mężczyzn. Myśl o żywych jest jednak jaśniejsza, zmusza do dostrzegania możliwości. Do pytania, czy przyszłość może wyeliminować ludzkie okrucieństwo. Męskie okrucieństwo. Może nadzieją jest kobieta. Może nadzieją jest technologia. Może śmierć Smoków (czytaj tutaj o końcu Ery Smoka, gorąco polecam, wyszedł dobry tekst), śmierć bogów, ateizacja. Nie wiem. Ale się dowiem, bo powoli dowiaduję się, kim jestem. Jest taki gość, jak Fareed Zahara, który najwyraźniej wierzy w zaprowadzenie światowego ładu - o ile Ameryka zmieni stanowisko i sposób działania. Że można stworzyć system globalny, do którego będą chcieli należeć wszyscy. Czy to mogłoby doprowadzić do świata bez wojen i masowego okrucieństwa? Piękne marzenie. W tym marzeniu islam musiałby pozostać słabszy jeszcze jakiś czas. Chiny musiałyby zostać "z nami", nie "z nimi". Trudne marzenie. Myślę o tym. Myślę, jaka jest moja odpowiedź na pytania-klucze. To najważniejsza odpowiedź, zmagałam się z tymi pytaniami lata, nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji. Czy spisuję ten świat na straty, czy chcę go ratować? Czy się go wyrzekam, czy staję w jego obronie? Czy chcę być orędownikiem? A może chcę zamknąć się przed tym strasznym światem i dożyć własnego końca w komforcie wewnętrznego, stabilnego uniwersum? Własnej hegemonii...
Dziwi mnie to jak nic na świecie, ale mimo, że wciąż nie odpowiadam, czy jestem jak Strażnik Równowagi z Pana Snów, czy nie - zmierzam ku orędownictwu. Ku nadziei wobec świata. Wychodzę z hermetycznego świata swojego skomplikowanego jestestwa i wystawiam na świat zewnętrzny. I co dziwne, znoszę to coraz lepiej. Ciągle czekam na załamanie, na reakcje obronne... Nic.
Ale wciąż nie udzielam odpowiedzi.


Coś weselszego, przyjemniejszego... Przecież ten blog ma już kilkanaście tysięcy wyświetleń. Nie możecie w kółko słuchać wzniosłych pierdół. Wszystkie moje blogi są szalenie nudne, bo takie wzniosłe, tu przemyślenia, tam filozofia, poezja, literatura... No ileż można. Mam nowy blog w planach, po sesji. Będzie z jajem, serio. Może mnie nie znacie od tej strony, ale moją kreatywność pcham też w przyziemne zabawianie znajomych. Was też mogę zabawić.

A teraz... o seksie. Ale nie łudźcie się. Górnolotnie. Napadło mnie ostatnio na określenie seksu jako...

Taniec Smoków
Dopiero namiętny, pełen emocji i oddania seks czyni z dziewczynki kobietę. Potrzeba do tego prawdziwego, dojrzałego mężczyzny. Tylko taki seks jest wart zachodu i nie ma żadnego wstydu w czekaniu na niego. I wyłącznie tego typu zbliżenie, ta przygoda wniknięcia w drugiego i wpuszczenia go w siebie, powinna dawać życie. Męski i kobiecy orgazm są wspinaniem się na szczyt bliskości, ku największej i najczystszej bezbronności. To pobudzanie zmysłów i uczuć do tego stopnia, że korzenie rozkoszy cielesnej splatają się z najwyższym stopniem w miłości - bezwzględnym otwarciem na drugiego człowieka. Bez tego splotu wspólna przestrzeń nie otwiera się do końca. Pod koniec aktu, w obopólnym spełnieniu da się wyraźnie wyczuć finalne złączenie, jedność wykraczającą poza materię. Komunię dusz, która oszałamia i zaspokaja wszystkie potrzeby, od najprostszych do metafizycznych, które żywimy wobec drugiego. Można się przyjaźnić na zabój, kochać w imię boże, lecz nic nie zastąpi tej komunii dusz, dostępnej tylko poprzez cielesny taniec. Przypomina smoczą walkę - lecz smoki nie walczą tu ze sobą, a o to, by dzięki ocieraniu się o siebie, jakby chciały w siebie nawzajem wniknąć - wyrosły im skrzydła.

Dobrego dnia, tygodnia, miesiąca. I dobrego seksu. Włącz sobie taki kawałek: Marika - Smoki. Przeczytaj jakąś książkę, poznaj kawałek historii. Łagodne wejście w rok. Ciężkie przemyślenia łagodź balsamami dla duszy. Ale nie uciekaj od rzeczywistości. Włącz czasem Coma - Wrony.


PS. Jestem nadproduktywna, Robię notki na wszystkich blogach, nieraz tygodniami. Piszę książki, wiersze, drugą magisterkę, opowiadanie na konkurs NF. Pusta Perspektywa bierze udział w konkursie Blog Roku 2014. Czytam sporo filozofii i mnóstwo lektur ze studiów bezpieczeństwa. Przez pięć poprzednich lat studiowania filozofii, etyki i bezpieczeństwa czytałam niemal wyłącznie dzieła filozoficzne, więc teraz postawiłam za punkt honoru "doczytać się" na drugim torze mojego wykształcenia. Trwa sesja. Trwa promocja książki. Mam kupę roboty. Napiszę tu, kiedy naprawdę będę miała coś wzniosłego do wyznania. Do tego czasu zapraszam na pozostałe blogi, dzieje się i będzie się działo ;)
PS2. Jeśli moja nadproduktywność i pogodność dziwi: to zasługa znalezienia lekarstwa na moje wieloletnie problemy - wyrzucenie glutenu z diety. Poza tym miłość, o której można pisać poematy, czuły, dziki seks, harmoniczny okres bystrości umysłu i dobrobytu oraz wielka wiara w to, że robię coś pożytecznego dla świata. Pobudzona wnioskami, do których doszłam dzięki Panu Kazimierzowi (notka niżej).

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Kommander's Car

Opowieść Kazimierza Piechowskiego o jego fenomenalnej ucieczce z Auschwitz przewartościowała moje spojrzenie i w pewien sposób uratowała mnie. Dlaczego?
Boli mnie ogólnoświatowe szoah, zagłada słabszych. Nie mogę sobie poradzić ze skalą krzywdy i cierpienia. Myślę o setkach, tysiącach, milionach skrzywdzonych. Umysł łamie się pod takim naporem. Nie można być szczęśliwym, nie można czuć chociażby komfortu, gdy taką nadwrażliwością prześladuje się samego siebie. 
Siedziałam w samochodzie jako pasażer, jechaliśmy autostradą, okrutnie lało i wiało, fatalne warunki. W Radiu Trójka gościł Pan Kazimierz i opowiadał swoją historię. Zrobiła na mnie takie wrażenie, że na końcu uderzyła mnie bardzo ważna myśl, nad którą wciąż się zastanawiam.
Nie chodzi o tych wszystkich, których nie dało się uratować. Nie chodzi o żydowskie szoah. Chodzi o tych czterech Polaków, którzy wyjechali główną bramą z Auschwitz, oficerskim wozem. 
Nie chodzi o to, żeby zwijać się z męki nad wielką krzywdą, jaka dzieje się w każdej sekundzie na całym globie. Zwierzętom, dzieciom, kobietom, wyznawcom, istotom rujnowanym przez chore ideologie. Nie można liczyć, że da się uratować wszystkich, bo własny rozsądek sam morduje te pragnienia. Trzeba myśleć o czterech Polakach w oficerskim wozie. O kilku dziewczynkach, które uniknęły obrzezania. O kilku zwierzętach uratowanych z rzezi. O jednostkach wyrwanych z obłędu. To jest osiągalne. To się liczy. 
Ta myśl rozjaśniła mojego ducha. Przestało boleć. Znalazłam drogę dla nadziei do mojego serca.

Dziękuję Kazimierzowi Piechowskiemu, że opowiada tę historię. Że chcąc ratować przyjaciela zorganizował sprytną ucieczkę, w której wykorzystał słabości agresora. Dziękuję za to, że przeżył i mógł o tym opowiedzieć, ponieważ mnie także w pewien sposób uratował. Uratował myślą, że choć systemu nie da się od razu złamać, można go oszukać.

Ta Świetlista Myśl, nazywając ją górnolotnie, pomogła mi też zrozumieć coś innego. Moja wataha została zmiażdżona i zniszczona przez brudną, szpetną stronę świata. Praktycznie nikt nie ocalał. Jestem jedyną ocalałą. Spisuję naszą historię. Myślałam, że muszę ją opowiedzieć, ponieważ nikt z nich już tego nie zrobi. Jestem tylko ja. Patrzyłam na to od ciemnej strony, jako obowiązek wobec martwych i złączone z tym zobowiązanie wobec takich, którzy mogliby pójść w tę stronę. W bagno. Ale nie o to chodzi. Nie chodzi o tych, których stłamsił system. Chodzi o mnie. Mnie się udało. Jestem Polakiem w oficerskim wozie. Wyjechałam główną bramą. Złamałam system. I tak powinnam to opowiadać. Jako zwycięzca. Nie osamotniony, smutny wilczek, a najsilniejszy z wilków.


*Katy Carr - Kommander's Car



PS. Nie wspominałam jeszcze, że zajęłam drugie miejsce w Świetlnym Piórze 2014 (można przeczytać na stronie konkursu, wystarczy kliknąć w tytuł). Opowiadanie także jest o tym, jak oszukać system. Puenta jednak sugeruje, że czasem nie należy tego robić.