środa, 23 grudnia 2015

Przeprosiny dla Jurka Owsiaka

Panie Jurku,

pragnę przeprosić za słowa i czyny ludzi przesiąkniętych nienawiścią. Mówię o sobie, że jestem głosem krzywdzonych. Ci ludzie pozwalają krzywdzić siebie i próbują skrzywdzić innych uczuciem pogardy, zawiści, nienawiści. Przepraszam za nich.

Uczynił Pan ze mnie lepszego człowieka. Jest wiele czynników, które sprawiły, że stałam się kimś lepszym. Dom, zespół folklorystyczny, studia filozoficzne i socjopolityczne, lektury, historia naszego kraju, wydarzenia, moralne refleksje, napotkani ludzie. Ale jednym z najważniejszych był Przystanek Woodstock, który co roku buduje Pan z troską i niegasnącą radością. Jak wielu przede mną, Woodstock zaczarował mnie swoim niesamowitym klimatem już za pierwszym razem. Cała ta gadanina o miejscu wszelkiego występku i demoralizacji okazała się fałszem. Od tamtej pory przyjeżdżam co roku. Tak się składa, że Przystanek zgrywa się z moimi urodzinami. W 2016 zjawię się szósty raz.

Wie Pan, nie wierzę już od dawna w instytucję, jaką jest człowiek. Nie wierzę, że istnieje w ludziach coś silniejszego, niż mowa nienawiści, chodzenie na łatwiznę, brak krytycyzmu i refleksji. Ale kiedy jestem na polu woodstockowym i słyszę Pana, jak namawia młodzież, by na siebie wzajemnie uważała, bawiła się bez używek oraz kochała swoją wspaniałą ojczyznę... A przede wszystkim, kiedy widzę, jak setki tysięcy ludzi darzą Pana ogromnym szacunkiem.... Z ufnością przywożą dzieci, rodzinę i przyjaciół, którzy świetnie się bawią... Wiem, że jestem w jednym z najdziwniejszych i najpiękniejszych miejsc, gdzie nie ma mowy nienawiści. Tylko przyjaźń, pokój i muzyka. Nie mam pojęcia, jak Pan to uczynił, ale tam panuje strefa wolna od wzgardy, poniżania, sortowania, knowań, bluzgów, złorzeczeń, smutku i obaw. Ludzie uczą się wzajemnie tolerancji i życzliwości. To było dla mnie najbardziej niezwykłe, bo stanowiłam niegdyś skrajnego introwertyka. Kiedy nauczyłam się tej woodstockowej otwartości, została ze mną niezależnie od czasu i miejsca, sprawiając, że jestem bardziej pomocna, uczynna, odważna i moralna. Pewnie, że na festiwalu znajdą się złodzieje, pijacy, oszuści i jednostki zbyt pokrzywdzone przez los, by uszanować drugiego człowieka. Ale stanowią ledwie ułamek.
Na WOŚP nieustannie leją się pomyje od przeróżnych frustratów, a Pan i tak potrafi rok w rok skumulować ludzką dobroć, osiągając szczytny cel. Jest Pan moim dowodem na to, że zła wola stanowi coś znacznie słabszego od tej dobrej.
Przez cały rok nie uświadczę tylu uśmiechów, licząc wszystkich, znajomych i nieznajomych, co przez tych kilka cennych dni na Przystanku Woodstock. Polacy nie są smutnym narodem, choć tacy zdają się na co dzień na ulicy. Wystarczy pozwolić im się cieszyć. Tak, jak Pan to robi. Przez wiele lat tańczyłam w moim mieście na finale WOŚP w Domu Kultury. W tych okolicznościach zawsze było coś wzniosłego, swego rodzaju pojednanie, które łączyło ludzi dobrowolnie pragnących pomóc innym. Trudno było mi uwierzyć, że nieustannie skłócane społeczeństwo potrafi czasem się zjednoczyć. A jednak miało to miejsce. Za każdym razem.
I wie Pan, co zrozumiałam? Że ci, których karmi nienawiść, krzyczą najgłośniej. Bo nienawiść jest sprawianiem sobie bólu, a z bólu powstaje krzyk. Dlatego wydaje się, że ci biedni ludzie mają przewagę. Ale oni tworzą garstkę. Ich słowa nie zyskają żadnej wartości, nigdy, do końca świata. Póki stanowią mowę nienawiści. Pan za to będzie grał "do końca świata i jeden dzień dłużej". :)

Jad, który próbuje się na Pana wylewać, jest niczym w porównaniu z całym dobrem, jakie przynosi Pan innym. Proszę nie pozwolić wszczepić sobie trucizny w serce. Niech po Panu spływa. Cały Woodstock, wszystkie dzieci i dorośli, którym pomógł Pan swoimi inicjatywami, znają prawdę. A prawda czyni wolnym. Także od nienawiści.


Spokojnych Świąt. Pańska wychowanka





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz