wtorek, 19 sierpnia 2014

piękna wataha

Mam rany, których nie mogę zaleczyć. Więc zapominam o nich. I niespodziewanie, zawsze niespodziewanie komuś zdarzy się wrazić w nie palec. Wkłada i szuka. Nie, żeby leczyć, jest ciekawy. Bezczelnie ciekawy. Wtedy nagle okazuje się, że to cholerstwo nadal niemiłosiernie boli. Zaognione rany pełne ropy i krwi. Czego spodziewają się ludzie, gdy ci wetkną kij między poharatane żebra? Że jak zlęknione zwierzę wciśniesz się w ciemny kąt i zamilkniesz. Będziesz znów zapominać. Cóż za debilizm. Naprawdę, zdaje mi się, że moc ludzi wokół mnie ma ograniczone funkcje mózgu. Bo można wrazić drut małemu kotu w chore ucho i będzie płakał, ale próbować to samo zrobić z wyrośniętym lwem? Można pacnąć kijem starego kundla i ucieknie, ale machać gałęzią wilkowi przed pyskiem? A jednak, słabi ludzie mają gigantyczną skłonność do zsyłania na siebie wyjątkowo miernych apokalips i katów. I najgorzej, jak trafią na inteligentnego drapieżnika, który nie rzuci się na nich, nie zaszczyci nawet spojrzeniem, tylko zostawi na śmierć. Draśnie niezauważalnie, żeby zleciały się hieny. Przecież wilk byle gówna nie tknie. Lew odda cuchnącą padlinę sępom.

Ostatnie wilczury wynoszą się z okolicy, pozostają niezdarne psy. Ale wilczyca zdobyła wszystko, co mogłaby. Jest doskonale spełniona. I nie poprzestanie na tym, podbije więcej terenu, znajdzie jeszcze lepsze zwierzyny. Zachwyci, ujarzmi szersze grono kłusowników. Wilczyca zawsze wiedziała, że jest legendą. Oto czas na jej urzeczywistnienie.

Jest przy wilczycy wilk. Koalicja dwóch drapieżników. Dwie towarzyszące sobie samotności. Czy wiecie po co wilki łączą się w pary, tworzą watahy? Dla polowania. Dla większej, lepszej zwierzyny. Dla bycia postrachem. Dla niezwyciężenia. Przykładu, któremu niewiele gatunków jest w ogóle w stanie dorównać. To kwintesencja istnienia. Koalicja pięknych, potrafiących wykorzystać swoje możliwości drapieżników.
A wiecie, po co psy tworzą sfory? Bo chciałyby być wilkami i boją się prawdziwych wilków. Mierni, skundleni naśladowcy, grzebiący po śmietnikach. Wilczyca nie chce już uwalniać ich serc z pęt. Skoro sami tego nie zrobili, niech zdychają w kałużach. A jeśli wejdą jej w drogę, tylko ich draśnie. Zostawi stęchłe, chodzące ścierwa dla hien. Przemawia w eter, do wilczurów, do tych, którzy mają wilki w sercach. Jeśli będą chcieli, znajdą tę częstotliwość. Wilczyca nie przymusza do niczego nikogo ani nie oczekuje od pustych, psich serc posłuchu. Nie oczekuje też od nich szacunku. W swojej świadomości daje im spokój i przestaje się nimi interesować na polu osobistym. Ale dlaczego wciąż i wciąż o nich wspomina, dlaczego to te przygłuche psy pozostają osią tego, co mówi? Dlaczego wciąż jest nimi zainteresowana na polu oratorskim? O tym następna notka. Bo następna będzie oratorska, ta jest osobista, emocjonalna i potrzebna, by olać atak sfory psów;  najłatwiej rozszarpać słabszych. Najtrudniej wstać, potraktować ich jak powietrze, jak insekty, i odejść do ciekawszych rzeczy. Tylko to może ich czegoś nauczyć, a drapieżnikowi przynieść spokój.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz