wtorek, 22 listopada 2016

Odłamki

Wyobraźnię znam na wylot. Nie zaskoczy mnie niczym. Ale...

Dziwne, jak działa pamięć.
Kiedy przyszłam na świat, mój ojciec leżał już w grobie. Kilkadziesiąt lat później widziałam, jak ten grób otwarto i wkładano do niego kolejną trumnę. Przez ten obraz żałowałam, że musiałam być na pogrzebie. Nie chodzę na nie, odkąd zmarł mój znajomy z czasów liceum. Miałam osiemnaście lat, stałam gdzieś z tyłu i słyszałam, jak kolega wyje nad grobem, gdy zjeżdżała do niego trumna z przyjacielem. Pomyślałam sobie wtedy: proszę, żeby tylko nigdy nie być na jego miejscu. Proszę, niech to się nigdy nie zdarzy. 

Dziwne, jak działa pamięć. 
Nie powinno rozstawać się w niezgodzie albo nie rozwiązawszy jakiegoś problemu. Pamięć ma skłonność do niszczenia dobrych wspomnień i uwypuklania tych ostatnich. Nieudanych prób porozumienia, słów i gestów wykonanych w smutku, w bezradności, a nierzadko i w gniewie.

Jeśli dawno z kimś nie rozmawiałeś, zadzwoń, do cholery. Ludzie znikają.

proszę, zwróć mi moją krew
w żyłach żrący syren śpiew
w uszach wyje wilczy zew
powiedz, gdzie masz moją krew
serce staje, oddech rwie
może ślepa wiara wie
czy cię spotkam lub ty mnie
nim zakrzepnie moja krew

Napisałam to kiedyś tam. Dwa miesiące temu, miesiąc? Niedługo potem nad ranem znów dostałam telefon i tę samą plotkę, którą wwiercano mi w mózg od tygodni. Potraktowałam ją jak wszystkie poprzednie. Następnego dnia poszłam na basen, zanurzyłam się do wody... I nie byłam w stanie płynąć. Woda stała się gęsta, ciemna, a ja zdawałam się okropnie ciężka. Kiedy później stanęłam pod prysznicem, uzmysłowiłam sobie, że ta sytuacja mnie wykańcza. Nie byłam już sobą. Strumienie ciepłej wody spadały na mnie, a ja gapiłam się szeroko otwartymi oczami w ścianę, jak topielica zdziwiona, że żyje i czuje. Powiedziałam sobie: pora dowiedzieć się prawdy. Jestem gotowa.
Ale prawda nie była gotowa. Długo nie istniała odpowiedź. Rozwlekłe tygodnie bezsenności na zmianę z nieprawdopodobnymi snami, miesiące próżni i szaleństwa. Stawałam czasem w oknie i patrzyłam na furtkę, jakby ten, na którego czekałam, mógł się tam nagle zmaterializować.
Kilka dni temu pojechałam do jednego z centrów handlowych, obejrzeć "Nowy Początek". Byłam sama. Godzinę przed seansem okazało się, że odpowiedź jest gotowa.
Dotarłam do sali kinowej. Film zaczął się nieprawdopodobnymi słowami głównej bohaterki, które wielokrotnie powtórzyłam w tej notce. A większość tego tekstu była napisana całe tygodnie temu.
Dziwne, jak działa pamięć. 
Nie wiem, czy film był tak dobry, czy okoliczności kompletnie mnie oszołomiły, ale już nigdy nie zapomnę żadnej sceny, pustej sali kinowej i tego głodu, by dowiedzieć się prawdy, który splótł film i rzeczywistość. Który zniknął w obu przypadkach, gdy seans się skończył, trzeba było wstać i... żyć.

Następnego dnia obudził mnie odgłos pił. Towarzyszy mi do dzisiaj. W lesie, przy którym mieszkam, robią wycinkę. Pół dnia słyszę jak wielkie, zdrowe drzewa walą się na ziemię. Ten pogrom jest nieznośny po lekturze "Sekretnego życia drzew", po tysiącach spacerów. Znam tu każde drzewo. Wywalono ich trupy przed mój dom. W lesie pozostały kikuty, zwaliska gałęzi, puste wyrwy.

Trudno jest zrezygnować z nadziei. Aż nagle, w pewnym momencie, jest już po.
Kiedy czasem gubiły mi się koty, szłam na ulicę i szukałam ich na poboczu. Uważałam, że lepiej jest wiedzieć. Od razu wykluczyć lub potwierdzić najgorsze. Stanąć z tym twarzą w twarz. Jeśli nie znasz czyjegoś losu, nie masz pojęcia, co powinieneś czuć, czemu dać upust. Jesteś takim miszmaszem gównianych emocji, masz psychiczną niestrawność i ból brzucha. Twój łeb nie wie, w co inwestować, a co wyrzucić. Toksyny dostają się do krwi. Dosłownie toniesz w gównie.

A teraz już nic nie zostało. Zapadła cisza. Jest po wszystkim.

Dlaczego niegdyś dobijano wyścigowe konie, które połamały nogi? Bo były bezużyteczne czy dlatego, że cierpiały?


Dziwne, jak działa pamięć.
Mam setki zdjęć z wypraw. Woodstock, urbex, imprezy. Wspinamy się na industrialne, porzucone molochy. Chodzimy po linie na Woodzie. Na zdjęciu jego lina, kurtka, mam na sobie bluzy od niego. Kiedy dawał mi tą z wkurzoną Myszką Miki, którą wygrzebał mi w jakimś ciuchlandzie, mówił, że to cała ja. On zrobił to zdjęcie. Mam całą masę innych. Pamiętam głupstwa większe i mniejsze. Pamiętam wszystko, ale obrazy są nieco wyblakłe. Żywe, jaskrawe są inne wspomnienia. Ostatnie.

Pamięć nie jest przyjaznym miejscem.
Hemingway stwierdził: Szczęście to po prostu dobre zdrowie i zła pamięć. Panuję nad nią, bo mam naprawdę dużo spraw na głowie, ciągle nowe wyzwania. Jeśli nie masz czasu rozpamiętywać, pamięć nic nie może ci zrobić. Ale kiedy w końcu zechcesz przywołać wspomnienie, zaatakuje cię to najbardziej dożywione, pstrokate. Twoja pamięć dzieje się obok ciebie, gdy na nią nie patrzysz, gdy żyjesz dniem dzisiejszym. Zawsze jest szczera, zawsze pokaże ci, co karmisz. Sięgniesz ku niej i uderzy cię tym w splot słoneczny. Musisz mieć żelazną gardę, by się nie zgiąć. Musisz być szczery wobec siebie. Umieć spojrzeć w oczy obrazom z przeszłości. Przestać karmić te złe wspomnienia. To zajebiście trudne, zrezygnować z żalu do kogoś, do siebie. Wygrywa ten wilk, którego karmisz. Pamięć ma skłonności, ale ty masz władzę. Ty jesteś żywicielem. Nakarmisz rozgoryczenie czy przebaczenie? Napisałam kiedyś na tym blogu, że przebaczenie to najpiękniejsza zemsta świata.

Każdy ma swoje sumienie. Nikt nie unika rozliczenia. Wszyscy muszą uczyć się żyć w nowych okolicznościach. Ja byłam bezwzględna w rozrachunku, wyszukałam każdą dziurę. Ale próbowałam. Ze wszystkich sił. Nie kupiła mnie obojętność. Działałam, nie byłam bierna. Jeśli popełniłam błędy, to próbując działać w dobrej wierze, a to żadna hańba. Obranie takiej postawy przyszło mi naturalnie i to wielka ulga. Nie raz w tych i wielu innych okolicznościach ludzie mówili mi, że jestem naiwna, głupia, że nie można się tak wszystkim i wszystkimi przejmować. Nie udało im się zrobić ze mnie egoistki.
Ale to i tak nie ma już znaczenia.
Pamiętam pierwsze złamanie. Siedziałam długo sama w samochodzie na pustkowiu, zdążył zapaść wieczór. Ani nie mogłam, ani nie umiałam nikomu wyjaśnić własnego lęku. Zdawało się, że nikt nie zna złamań otwartych. Że nikt w nie nawet nie wierzy. Potem było tylko więcej i więcej trzasków. Wkurzali się na mnie bliscy. Cień, który mnie spowił i ten obrzydliwy strach, który pełzł za mną przez wiele miesięcy, próbowały mnie od innych odgrodzić. Wpisywanie w wyszukiwarkę okropnych haseł. Wizyty na policji. Wiadomość nie do rozszyfrowania. Niesprawiedliwe słowa, rzucone mi w twarz przez dawnego przyjaciela. Pamięć jest kolekcjonerką, koneserką drzazg i cierni. Nie karmić. Zagłodzić. Wybaczyć.

Poznałam się na ludziach w nieznośnej sytuacji. Zobaczyłam cudze dusze. Jakby ktoś dał mi czerwoną tabletkę. Niektóre zdały mi się piękne, inne naprawdę szpetne. Zobaczyłam stronę życia, która rzadko pokazuje twarz, bo nikt nie chce w nią patrzeć. A tym bardziej o niej mówić. Ale ja nie dobro narodowe, ja pod skórą drzazga, samo mięso duszy, ja porno, ja miazga. Ja czarny kot, ja wściekły pies, ja chwast, ja blizna. I ja niechcianych słów jedyna ojczyzna.
Pogodziłam się zarówno z wyglądem tej strasznej twarzy, w której oczach zmieniamy się w gnijące, puste skorupy, jak i wyglądem dusz ludzi, z którymi żyję. Pogodziłam się z obrazem własnej. Pogodziłam się z cudzym wyborem. Ale te szpetne dusze... Choć nie są dla mnie zagrożeniem, czuję obrzydzenie. Pisałam dwie notki niżej, że prześladuje mnie niewiadomy smród. Dla mnie chyba tak cuchną ludzie pozbawieni empatii. Tak cuchną ci, którzy prosto w twarz mówili mi: każdy ma swoje życie. Tak cuchną egoiści.

A co ze ślicznymi, wymuskanymi duszami? Nieskalane jest bezradne. Szlag trafia jego wielką część. A co z udręczonymi empatią? Empatia daje siłę, która nie płynie z egoizmu, z hermetycznie zamkniętych okien, z samouwielbienia. Niestety czasem świat dziurawi, łamie nogi i ta siła wylewa się z ran jak krew. Dlatego dusze przeżarte empatią też są niepewne. Z kim przystać?

Nie łamcie nóg, wyścigowe konie. Uważnie patrzcie zarówno pod nogi, jak i na inne konie. To nieprawda, że żyje się i umiera samemu. Nie jesteśmy sami. Jesteśmy połączeni.

Czemu o tym wszystkim piszę? Mówiłam kiedyś, że nie można dać światu nic wartościowszego od świadectwa miłości. Wtedy chodziło mi o miłość do swojej drugiej połowy. Teraz o miłość do przyjaciela, który nigdy nie zawiódł. Był nieskończenie dobry, uczynny, uczciwy i oddany. Nie znałam drugiego takiego człowieka, który by tyle dawał od siebie, a dla siebie brał tak niewiele. Świadectwo miłości. Nic cenniejszego. Bo to nie śmierć rozdziela ludzi. Czyni to brak miłości.

Dokonało się. Na drodze leżą zwalone drzewa. Wystarczy je ominąć. Ominąć i iść dalej. Dalej... Chyba że zakrzepła ci krew w cudzych żyłach. Zamiast posągu pychy, posąg żalu.

Alan Walker - Faded

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz