wtorek, 10 czerwca 2014

"głową w dół, oczami na twarz"

Czuję się nędznie. Za każdym razem grozi mi większa otchłań. Za każdym kolejnym razem jest głębsza, ciemniejsza, a szepty z dna wydają się bardziej zrozumiałe. 
Czuję się dobrze. Każdy znak, że nie spadnę, że tym razem ten chwiejny jeszcze most mnie utrzyma... że ktoś, kto trzyma tę konstrukcję, nie puści... Każdy taki znak sprawia, że to zawiśnięcie nad przepaścią, włażenie nad nią kolejny raz wydaje się mniejszą nędzą.
Jestem zmęczona. Nigdy nie przestaję od siebie wymagać czegoś nowego. Jestem jak starzec, którego nużą nowe pomysły wnuczka. Kobieta, którą nużą nowe podszepty serca. 
Serce to niereformowalny alkoholik. Napruje się, miesiącami spawa na wszystko naokoło, wszystko zarzygane. Wytrzeźwieje, zrobi odwyk... i nawet nie wiadomo jak ani kiedy, już trzyma zgrzewkę nadziei, które wpycha sobie w gardło.
Wilczyca dokonała jakiegoś cudu, pogodziła się ze stacjonującym u niej stadem. Z bestią, która nie mogła na nią patrzeć. Wyzbyła się cudzej nienawiści, nie wiem jak. Może pomogło jej to upijające się znów, powoli zaczynające bełkotać serce. Bełkot serca bywa czarujący. Póki nie zaczyna być nie do zniesienia, jak to z każdym pijakiem po przekroczeniu pewnej granicy tankowania. Jest zabawnie póki jest zabawnie, mawiał tak jeden gość, który się zapił.
Właściwie to nie wiadomo do końca, czy się zapił. Powiedział, że idzie pić, wyszedł i nigdy nie wrócił.
Myślicie, że już bełkoczę?
Wtorek rano, jest dopiero wtorek rano, a ja lawiruję na skraju bełkotu. Może to wina Rusta z True Detective. On uprawia filozoficzny bełkot, a mi się tak podoba, że go zapisuję. Czy przez moje wykształcenie już do końca będę zapychać sobie głowę filozoficznym bełkotem? Filozoficzny bełkot, bełkot serca... Cofnę się w końcu do stadium niemowlęcia, gaworzącego bez sensu.
Stoję nad swoim podchmielonym sercem i czuję się trochę jak w filmie Sierpień w hrabstwie Osage. Jakbym była tą córką, którą gra Julia Roberts, Barb, stała nad swoją porobioną matką i darła się: JA TU TERAZ RZĄDZĘ! KONIEC CHLANIA! Jakbym łaziła po domu i szukała ukrytych flaszek. Ale jak odebrać sercu, tej podłej cholerze, wszystkie nadzieje? Nie mogę. Próbuję tylko ograniczyć ilość. Próbuję mu przetłumaczyć, żeby nie zachlało się za mocno, nim nie sprawdzi, czym są nowe nadzieje. Czy aby przypadkiem znowu nie bujdą?

Strachy na Lachy - Dziewczyna o chłopięcych sutkach

http://wilczetesknoty.blogspot.com/2014/06/szklanka-straconego-czasu.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz