niedziela, 10 kwietnia 2016

serce Kosogłosa

Kuzynka wcisnęła mi Igrzyska Śmierci do czytania. Znalazłam tam tysiąc nielogiczności, błędy i najróżniejsze idiotyczności. Ale czytałam, sama nie wiem, po co. Nieciekawą pierwszą część, średnio ciekawą drugą, aż przyszła pora na trzecią. I w pewnym momencie wersy Kosogłosa zaczęły zaciskać mi się na gardle, wdzierać w żyły i otępiać umysł. Kiedy na chwilę odłożyłam książkę i położyłam się, patrząc w sufit, przez ciężką ciszę przedarła się cierpka świadomość. Główna bohaterka czuje i opowiada o tym, czego ja od miesięcy, od lat nie potrafię nazwać. Finał serii dla nastolatków okazuje się sztyletem, którym wreszcie rozkroiłam tytanowy kokon serca, żeby sprawdzić, cóż tam się wyprawia. A tam tkwi taki sam ochłap mięsa, jak ten, którym autorka obdarzyła Katniss. Ukrywa dokładnie to samo - coś, co rozdarło komory i aorty. Osobny Wszechświat, wielokrotnie zniszczony, rozkradziony, zbrukany przez demony i porzucony przez właściciela. Wszechświat bez stwórcy, który odszedł, nim jego twór otworzył oczy. Ktoś niezdarnie, ale z miłością próbuje się nim opiekować. Gdzieś w tle kosogłos nuci:

już ci więcej nie uwierzę
iskiereczko mała
najpierw błyśniesz, potem zgaśniesz
ot, i bajka cała

A ktoś nieokreślony, o rozmytych kształtach mówi: I tak, moi drodzy, umiera rewolucja.

Nic nie potrafię na to odpowiedzieć. Nie jestem mówczynią. Mój chłopak gada za mnie, rozmawia przez telefon, odpowiada na pytania. On jest tym, który zjednuje ludzi, kiedy ja milczę. Moje życzenie się spełniło, nie zostanę lemowskim kaznodzieją nicości, bo staję się niema. Odzywam się tylko w obronie słabszych albo kiedy nadarza się okazja przytoczyć jakiś dowód na beznadzieję rasy ludzkiej, wsparty filozofią albo Lemem. Powoli tracę chęć wyrażania się, bo nie dostrzegam nigdzie rozmówców. Pisanie jest rodzajem prostytucji, obdartym z intymności, dostępnym dla każdego, kto ma ochotę brać. Słowo pisane stanowi pospolitą kurtyzanę, niektórzy tylko potrafią ubrać ją w lepsze szmaty i sprzedać za większe pieniądze. Słowa mówione, przeznaczone dla tłumu, są tak samo okaleczone. Tylko mówienie do kogoś, słowa skierowane do konkretnej osoby, bez poklasku, bez świadków, bez śladu, to rzecz naprawdę wartościowa. Nie umiem trwonić tak cennej rzeczy, więc najczęściej milczę. Odczuwam ogromną niechęć do odzywania się do kogoś, wstręt do artykulacji słów przeznaczonych dla jednej osoby. Kiedy zmusza się mnie do rozmowy, to tak jakby ktoś wyciągał paluch w kierunku mojego świeżego tatuażu. Spuchniętej, zajebiście bolesnej rany, która dopiero zamienia się w coś ładnego, przeznaczonego wyłącznie do oglądania. To zabawne, że wszyscy zawsze chcą dotykać tatuażu. A mnie odstręcza nawet podawanie ręki.

Jestem nieprzystosowana. I nie chcę już tego zmienić - wszelkie próby kończą się marnowaniem czasu. Roztrwoniłam tak całe lata, szukając akceptacji i przemiany. Przyniosło to tylko nadwyrężenie organów, odpowiedzialnych za rozkład pewnych substancji.
Co ja takiego pisałam dwa lata temu, gdy już wtedy układałam serce do snu?

jes­tem białą flagą
zer­waną przez wiatr
nikt już jej nie pojmie

smukłym masztem
złama­nym, opar­tym czub­kiem o wrak
który go wykarmił

jes­tem za­wodem jeńca
co nie uj­rzał gwiazd
po wy­puszcze­niu z niewoli

zmar­no­wanym startem
gdy ulew­ny deszcz
zmy­wa li­nię mety


nie błagam o litość
nie na­leży mi się
nie proszę o czas

ciem­nieje mi w oczach
lecz ra­tunek daj
ko­muś potrzebującemu

nie chcę już nic znaczyć
nie na­dawaj nazw
te­mu, co się dzieje

nie szarp się i nie płacz
nie usłyszą cię
twoi przyjaciele

jes­tem tyl­ko ja
kładę cię już spać
tu­taj, w tym popiele

jeśli chcesz śnić, śnij
to nie mo­je sny
nie mo­je pragnienie

zos­taw mnie tu i
nie budź mi się już
przes­tań być brzemieniem

obiecuję, że
już nie oc­kniesz się
złączysz z nieistnieniem

jeśli wie­dzieć chcesz
czy to dru­gie też
cze­ka ten sam los

ono daw­no śpi
nie śni mu się nic
to tyl­ko wspomnienie


jes­tem kapitanem
trat­wy w morzu piasku
uśmie­cham się do burzy

wcis­ka mi się w nos
sza­robu­ry proch
śpisz już, mam nadzieję

*

W moim lesie pojawił się daniel, bardzo młody. Musiał uciec z hodowli, bo nie boi się ludzi ani samochodów. Jest sam. Krąży po mojej łące, drodze, znalazłam miejsce, w którym sypia w lesie. Przychodzę do niego, mówię łagodnie, robię mu zdjęcia. Nie naruszam przestrzeni, którą wyznacza. Odzywa się w nim nieufna natura, jedyna, która może pomóc przeżyć. Codziennie muszę sprawdzić, czy jeszcze jest, czy nic mu się nie stało. Mój chłopak dzwonił po hodowcach, ale chyba nikogo nie obchodzi mały uciekinier. Wygląda wyjątkowo smutno przy tłumnych stadach saren, które żyją koło mojego domu. Jest piękny, białobrązowy w cętki. Ma oczy, które kojarzą mi się z Kleopatrą. Chciałabym za wszelką cenę pomóc mu przetrwać. Obawiam się, że skazano go na los, który dobrze znam. Los, w którym ratuje tylko własny upór. I przychylność dobrych ludzi.


Gdzie twoja pewność, wilczyco, gdzie twoja siła? Nie wiem, nie mam czasu jej szukać. Ostatni raz siedziała na skraju ogrodu. Idź z nią pogadać, jak chcesz. Tylko po co? Przyjdzie sama, jeśli zajdzie potrzeba. Stanowię wojowniczkę, bo tak trzeba, a nie, bo chcę. Nie jestem słaba, tylko ludzki świat tak odstręczający, że czuję ostatnio niemy, bierny opór przed jego ratowaniem. Najchętniej siedziałabym całymi dniami na ambonie, z bezglutenowym piwem, robiąc zdjęcia ptakom i sarnom. Ale i tak codziennie robię to, co należy. Najlepiej, jak można. Tak da się żyć. Kiedyś myślałam, że oddam serce wielkiej sprawie. Ratowaniu życia, krzewieniu moralności, sprawiedliwości. Oddam je człowiekowi. Profesji. Naturze. Spokojowi. Wspomnieniom. Śmierci. Nic z tego. Mogę wiele odmienić, zniszczyć albo naprawić. Ale nie ma rzeczy ani człowieka, który by mnie posiadał, nie ma przeznaczenia, które wskazałabym i powiedziała: po to się urodziłam. Jest tylko odludna ziemia, której nigdy nie opuszczę i samotne serce, którego nigdy nie oddam. To serce toleruje tylko inną samotność obok, a co do niej dokonałam już wyboru. Nie ma tutaj miejsca na nic i nikogo więcej, prócz zgrai psów i kotów. Mój Wszechświat nigdy już nie zostanie otwarty.
Mam serce Kosogłosa.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz