sobota, 12 lipca 2014

don't

Uważam istotę człowieczeństwa za prostacką. Te podstawowe instynkty i potrzeby, które są tak prymitywne, a mają tak gigantyczną siłę oddziaływania na człowieka. Zwierzę z przerośniętym mózgiem. Wiem, czym jestem. Nie zaprzeczam temu, ponieważ to niemożliwe. Ale moja świadomość pragnie czegoś więcej, zawsze czegoś wyżej, dalej i głębiej. Ogrom mojego umysłu jest przerażający. On pragnie wielkich czynów, wielkich osiągnięć, wielkich doznań, wielkich uczuć, wielkiego szczęścia, wielkich tragedii, wielkiego spokoju, wielkiego bólu, pragnie zintensyfikować rzeczywistość, uderza w nią raz po raz, żeby wszystko puchło, było większe, piękniejsze, bardziej zajmujące, skomplikowane, żeby pękało i tworzyło ogromne przepaście. Poluje na cuda i katastrofy. On był taki zawsze. To on spowodował, że mam niewiele lat, a zrobiłam i wpakowałam się w tyle rzeczy. Czuję się, jakbym przeżyła już swoje życie. Za szybko wypaliłam wszelkie rezerwy, a teraz nie wiem, za co się chwycić, na jakim gruncie znów się rozpalić. 

Tak, wilczyca jest w dezorientacji. Skupiona siedzi na rozwidleniu ścieżek i żadnej nie rozpoznaje. Chędożony, zaczarowany las. No bo przecież wilczyca nie mogłaby mieszkać w zwykłym. Tylko w takim, który plącze ścieżki, mami, łudzi i nieustannie się przeobraża.
Sądzę, że to zabije wilczycę. Kiedyś, w czasie kompletnie nieokreślonym. Potrzeba wielkości życia. To zawsze zabija takich, jak ona. Bo przecież i morderca musi być wielki, gdy ma się takie potrzeby. Taki wilk nie może dostać ze strzelby, tylko z cholernej bazuki. No przecież. Albo z torpedy. Tak, że cały las wyleci w powietrze.

Wiem, jaki jest problem z bliskością. Rozumiem już, czego wilczyca tak się boi. Dlaczego mieszka w odstraszającym, ponurym zamczysku, w sercu dzikiego lasu. Bo tak zadaje się rany tylko sobie.

Pojawia się coś innego, niż sfermentowana nadzieja. Policzek na szynie. Widać pociąg. I nie wiedzieć czemu sądzę, że się zatrzyma. On mnie widzi. Widzi mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz