środa, 15 stycznia 2014

"nadzieja to plan, on ziści się nam", czyli jak w pięć dni zostało odkryte rozwiązanie

Poszukiwane od kilkudziesięciu ponurych, czarnych dni, rozwiązanie przyszło. Wiedziałam, że w samotni dojdę do tej konkluzji, choć pomogli mi usilnie odwiedzający mnie ludzie, czyli dobrzy przyjaciele. Musiałam tylko zrobić to, co zawsze, czego nie potrafi 90 % ludzkiej populacji. Ale co to takiego, nie czas zdradzać. Przedstawię tylko drogę dochodzenia. A dopiero, gdy to zrealizuję, opowiem wam o tym, o czym marzy każde conatus. A ja potrafię swojemu to dać. I obdarzę go tym. Wracając jednak...


10.01.2014 Dzień zagłady

Nie znam już osoby, którą zamieszkuję. Zmienia się, a ja mogę tylko obserwować. Tak powiedziałaby o mnie moja własna istota.
Czuje się, jakby coś nie dawało jej spokoju, stało nad nią i natarczywie prowokowało do komentarza. What say you? Zupełnie jak Aragorn do Legionu Umarłych. Jak w Matrixie. W wielu filmach można usłyszeć to WHAT SAY YOU?! Ja słyszę to w swojej głowie jak rozmowę dwójki obcych ludzi na ulicy. Kompletnie mnie to nie obchodzi, ale mimowolnie słucham, bo nie wzięłam słuchawek.
Złamanie czegoś zawsze jest nawet jeśli niekoniecznie przeraźliwie smutne, to niezręczne, kłopotliwe, przygnębiające. Łamiemy kości, a nawet kręgosłupy, zwłaszcza moralne. Dzieci łamią zabawki, sportowcy i rzemieślnicy przyrządy. Ale jak łamie się serce, to jest taki huk, trzask i łoskot, jakby niebo się waliło. Ludzie łapią się za głowy i uciekają w popłochu. Jak już są bezpieczni, już po wszystkim, to przyłażą po ciebie i mówią: Chodź, przecież świat się nie skończył. No, spoko, to nie wam właśnie niebo spadło na łeb. Pokazano mi raj, żeby zaraz wyparował, spłonął, poszedł z dymem, nie mam nad głową nieba. Tak, świat się nie skończył, ale bez nieba to tylko płaszczyzna otwarta na otchłań, a przed pogrążeniem się w niej chroni jedynie grawitacja.

11.01.2014 Dzień popiołów

Dla mnie to też jest jak zeszłoroczny śnieg, tak. Tyle, że w moim świecie śnieg nie stopniał. Zwyczajnie, nie nadeszła wiosna, żadnego lata, ani śladu jesieni, wciąż trwa zima. Nie ma wokół mnie nic prócz bieli. Nie ma ścieżek. Tylko dojmujący chłód. I coś z wnętrza mnie gapi się na mnie, jakby nie umiało mówić, a znało rozwiązanie. Wiedziało, w którą stronę iść.

12.01.2014 Dzień samookrucieństwa

Ło, ale pieprzenie. Dacie wiarę? Tak łka w wilczycy puszysty szczeniak, który wierzy w bajeczki, i że serce ma takie ładne kształty, a nie jest tylko rozciapaną, śliską pompką. Wilczyca go gryzie i kopie za każdym razem, jak zapiszczy. Głodzi go na śmierć, ale ten zawsze wygrzebie z ziemi jakieś glizdy. Uparcie nie chce umrzeć, ale wilczyca nieubłaganie uczy go milczeć.
Wilczyca ma już to wszystko głęboko w rzyci. Za dużo przygryza ziółek, za bardzo jest obojętna, a także zmrożona, żeby czuć takie głupoty. Zmrożona, nie zmarznięta, bo się wycwaniła, odrzuciła ciepło i nacierała się śniegiem, i teraz jakieś bzdetne chłody ją ledwo muskają. Nie straciła empatii, ale nie posiada już autoempatii. Nie lubi już szczeniaczka. Nie wzrusza jej jego los. To ma same plusy i tylko jeden minus. Jeśli ktoś podchodzi i chce pogłaskać szczeniaczka, wilczyca rzuca się na niego. Nie dopuszcza nikogo. Brak autoempatii powoduje brak zezwolenia na empatię skierowaną ku niej przez innych. 
Wilczyca czuje, że dokądś tym zmierza, ale już wie, że nie przyspieszy konkluzji. Wystarczy poczekać.

13.01.2014 Dzień wytchnienia

Mimo pewnych zastrzeżeń można obiektywnie ocenić stan wilczycy jako poprawiający się. Tendencja przestała lecieć na łeb, na szyję w dół, a idzie gdzieś w bok, cholera wie gdzie, wilczyca jeszcze tego nie dostrzega. Wygląda jak okaz wariata albo kogoś zachwyconego życiem, ma różowe futro i w ogóle nawet sra na różowo, i kupa pachnie malinami. Wilczyca nazywała to swego czasu Przesadnym Optymizmem Tonącego albo Podniętą Na Kłodę. Chodzi o to, że tonący znajduje jakiś kawał drewna, uczepia się go i szczerzy zęby, że jest uratowany. Na horyzoncie zero statków, woda słona i lodowata, ale ten się szczerzy. A Schopenhauer się w grobie przewraca.

14.01.2014 Wigilia

Wilczyca się zaróżowiła z zapału i zaraz wskoczy w pociąg do Wawki, jak tonący na kłodę. Jeszcze nie wie, do czego to wszystko prowadzi, jaki wrak zaraz wychynie z wodnych odmętów, ale jest przekonana, że to będzie OSOM COŚ. Kazano jej wyrzec się nieba, to gapi się w ocean, który ją pochłania. Ktoś powie: no kompletnie skretyniała. Ale wiecie, co ja myślę? Na swój sposób, nawet jeśli dostała szajby, ona sobie doskonale poradzi. Ona wie, co robi, bo słucha conatus, idzie za nim instynktownie, nawet jeśli go nie pojmuje. Stawiam wszystko, ze kiedy przyjdzie wiosna, to będzie zachwycające stworzenie. Dajmy tylko jej zimie mijać w swoim czasie. Nawet, jeśli to niedorzecznie długi czas, czas wielu zwykłych zim.

15.01.2014 Dzień triumfu

Wreszcie. Wilczyca przestała się wewnętrznie miotać. Nakarmiła szczeniaczka za pakt milczenia. Po tygodniach, ba, miesiącach rozchwiania, dygotania łajbą, sztorm ustał. Wilczyca znalazła zaklęcie na uspokojenie wody. Znalazła kompromis pomiędzy pragnieniem a rzeczywistością, rozumem a sercem. Teraz wyruszy ku jednej ze swych corocznych idylli, odpocznie, a potem wprowadzi w czyn swój plan. Każdy nazwałby go szalonym, kto nigdy nie czuł czegoś podobnego. A taki, co czuł, przez chwilę stałby jak wryty, a potem uśmiechnąłby się ze zrozumieniem i przyzwoleniem dla tego szaleństwa. To jedyny sposób, jedyna słuszna droga dla wilczycy, która jej nie zniszczy. Patrzy na nią z pogodą ducha, nawet jeśli droga jawi się głupstwem, brnięciem w tę otchłań nad głową.
"Ja nie mówię, że to ma sens, ja nie twierdzę też, że to na nic..." (Nie wie nikt Monika Urlik)
PS. Och, przestań się trząść pod tą otchłanią, szczeniaczku. Trzyma nas tylko grawitacja, ale grawitacja jest nie do pokonania.


I tak oto truchło po nadziei ożyło. Nie powiem nic więcej. Żegnam aż do nakarmienia conatus planem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz