poniedziałek, 2 września 2013

Garda

Henri Bergson zwrócił uwagę filozofów i antropologów na istnienie życiowego pędu, czegoś niby uproszczone conatus, nadającego dynamizmu ociężałej, nieruchomej materii. Pęd ten posiadać ma każda żywa istota; rośliny zwracają się w stronę słońca, szukając światła i ciepła, drzewa pną się w górę, człowiek stanął na nogi. Dla Bergsona życiowy pęd był duchem, czymś przeciwstawionym martwocie i materii. Tym samym, według filozofii elan vital, nawet najprostsza żywa istota posiada twórczego ducha, który sprawia, że żyje i dąży do podtrzymania swojego trwania.
Nie lubię słowa duch. Zbyt mocno wszczepiło się w niego religijne znaczenie, za bardzo związało się z pojęciem duszy. Nie chodzi o duszę. To bardziej energia, coś naturalnego, pulsującego, nie mistycznego i nieuchwytnego.
Każde żywe stworzenie to swój własny respirator. Mózgi innych zwierząt kształtują się szybko - noworodki mają je dojrzałe i niemal od razu stają się samodzielne. Ludzie, z nieukształtowanym mózgiem, bez futra, kłów ani pazurów są kompletnie bezbronni. Pozbawione obrony stworzenia, z przerośniętym mózgiem zdolnym do kształtowania, pędząc drogą życiowego pędu i conatus musiały zapewnić sobie przetrwanie. Dlatego wstaliśmy. Zapaliliśmy ogień. Stworzyliśmy państwa. Ewolucja naszego mózgu odbywa się bardziej poprzez czyny niż geny. Naszą drogą do przetrwania stało się myślenie, wyobraźnia. Jak i drogą do zagłady.
Tak mówi antropologia filozoficzna. Wskazuje także na to, że ludzie (oraz kilka gatunków zwierząt) to jedyne stworzenia zdolne do zaprzeczenia swemu istnieniu, autodestrukcji i odebrania sobie życia. Gęsi walą głową w mur. Delfiny się topią. Ludzie...
Powinno się pisać. Pamiętniki, blogi, notki. I mówić, zwierzać ludziom. Gdy nazwie się demony i wystawi na światło dzienne, osłabną, nie zagrożą conatus, które przerośnięty, ludzki mózg może zdominować. Piszę od dziewiątego roku życia. Dziesiątki zeszytów, tysiące stron nazwanych myśli, utworów, poczynionych obserwacji, skonkretyzowanych przemyśleń i konkluzji. Stanowczo za dużo też gadam. To jak okulary dla niedowidzącego, bo nigdy nie widzi się siebie samego do końca. Ale budując gdzieś obraz siebie rozumie się bardziej i można lepiej poznać świat.
Poznanie świata... Co mówimy dzieciom? Co nam mówiono? Jednym wmawiano, że świat jest piękny i wart zachodu. I chodzili jak wyjęci z bajki o pie*rzonych kucykach albo troskliwych misiach. A potem świat ich łamał. Albo sprzedawano gadkę o tym, jaki to ku*ewski łez padół. Może dodawano gratis wpie*dol i inny syf. I takie dzieci musiały całe życie walczyć ze skazą. Albo i nie walczyły, tworząc piekło sobie i kolejnym. Wszak nie każda ofiara jest oprawcą, ale każdy oprawca był niegdyś ofiarą. Tak mówią badania psychologiczne przestępców.
Niektórzy nie mieli nikogo, kto otworzyłby do nich gębę i powiedział cokolwiek o tym świecie, na który przybyliśmy bezwolnie i w nieświadomości, spłodzeni być może zupełnym przypadkiem. Niezależnie od tego, w czyich rękach byliście, pewno próbowano was ukierunkować według subiektywnych prawd waszych opiekunów, które uznali za obiektywne. Bo przecież znali tylko jedno życie - własne; nie mogli wyjść z siebie. Chyba, że mieli tyle empatii, by otworzyć się na świat. Szczęśliwcy z tych, którzy żyli w takich domach. Może stworzą podobne.
A przecież świat nie zna pojęcia piękna ani szpetoty, jak zresztą większości naszych idiotycznych podziałów. Świat jest jaki jest, ani piękny, ani brzydki, ani sprawiedliwy (w naszym rozumieniu tego pojęcia), ani niesprawiedliwy. Nadajemy mu etykietki, by móc w nim wytrzymać, by go znieść. By poskromić samych siebie. Nadajemy lub wpycha się je nam do głów, gdy jesteśmy łatwowiernymi dziećmi. Niektóre etykietki są niezbędne, pomagają, większość to bzdury, część nas niszczy. A świat jest jaki jest, jakby obok tego, który tworzymy, kompletnie obojętny. A wielu ludzi to potwory w kagańcach.
Świat radzi sobie bez naszych etykietek doskonale. Istniał dokładnie tak samo przed nami, gdy nic nie miało nazwy, udogodnień ani podziałów. Ale gdyby zabrać religię i prawo ludziom, gdyby odebrać podziały społeczne, wagę pieniądza, kary za zbrodnie, z dużej części wyszłyby bestie. Tylko iluzja, jaką stworzyliśmy na przełomie wieków, daje nam spokój, możliwość rozwoju, równe szanse.
Żeby przetrwać, musieliśmy uwięzić bestie w nas. By zasłużyć na miano najrozumniejszych ze zwierząt. Instytucje wokół was, system, zmiany ustrojowe, społeczne, obyczajowe... Wystarczy spojrzeć na czasy wojny, by mieć kontrast. Nikogo nie obchodziło, kim kto jest. Bito, gwałcono, okaleczano, okradano, mordowano, ponieważ nie było za to żadnej kary. Kobiety traktowano jak psy i worki na spermę jeszcze nie tak dawno. Wolność słowa? Tysiące lat nie wiedziano, co to jest. Wciąż segreguje się ludzi ze względu na to, na co nie mają wpływu: płeć, rasę, religię, w jakiej ich wychowano. Górnolotne gadki o sumieniu, o homo sapiens nie zawsze znajdują zastosowanie. Ale my wychowaliśmy się w glorii idei rozumnej wolności i wierzymy w nią, tak, jakby była niezłomnym przywilejem, a nie iluzją. A prawda jest taka, że gdy nie ma nad karkiem bicza, u wielu przedstawicieli naszego gatunku nie ma sumienia ani krzty rozumu. Poczytajcie o eksperymentach z psychologii społecznej. Efekt Lucyfera. Żadne zwierzę nie potrafi wykrzesać z siebie takiego umyślnego bestialstwa, jak człowiek.
Czyż nie nękało by nas nieco mniej życie, nie bylibyśmy nieco bardziej hardzi, gdyby nie ten cały chłam, w który wierzymy jako dzieci, a potem rzeczywistość nas z niego odziera? Czy gdybyście mogli zmusić rodziców, by nie wmawiali wam religii, mitów, światopoglądu ani nie wciskali kitu, że świat jest niewiniątkiem (albo nie spuszczali łomotu, nie chlali, nie opuszczali, nie sprawiali świata piekłem); a potem, gdy podrośliście, nie wmawiali, że jest taki, jakim go widzą, jakim nauczono ich go widzieć; zrobilibyście to? Czy byłoby to odebraniem dzieciństwa i waszej dzisiejszej tożsamości? Przecież nie mówię, żeby prosić o zaprzestanie czytania bajeczek ani odcięcie od opieki, spuścizny i doświadczenia. Jedynie o przerwaniu pie*rzenia, wlepiania światu fałszywych etykietek. A niechże sobie dziecko samo nada etykietki albo nie robi tego w ogóle. Niech ma szansę zrozumieć, że w ludzkim wymiarze nie ma obiektywnej rzeczywistości, co uchroni go od wyrośnięcia na żałosnego ignoranta. 
My nie mieliśmy tej szansy. I jesteśmy żałosnymi ignorantami. Wierzymy w obiektywne prawdy, w iluzje. Wydajemy pochopne wyroki, zakazujemy czegoś innym, nadajemy komuś prawa, które przed chwilą zabraliśmy osobie stojącej na równi, bo przecież wszyscy rodzimy się tacy sami. I łączy nas to, że niezależnie od statusu społecznego i czynów - wszyscy się skończymy. Ostatecznie, nieodwracalnie oddani niebytowi. Zrujnowana przez ból materia, jak Cioran nazwał życie, przestanie czuć. Dzień dobry, tu Schopenhauer. Wszyscy umrzemy. Sprawiedliwość natury, której nie jesteśmy w stanie złamać, choć próbujemy przekłamać marzeniami o życiu wiecznym. 
Jednostki przepełnione conatus, które nic nie znaczą dla świata, choć dla samych siebie są całym światem - to największa ludzka tragedia. Jesteśmy zakochanymi w swoich prawdach hipokrytami, drwiąco uśmiechającymi się na ulicy. Ale pogarda wobec innych, bądź ich racji to strach i rozpaczliwa próba zakotwiczenia swego umykającego życia choć w poglądach, które możemy rzucać w twarz innym. INNYM od nas. Obgadujemy ich. Potępiamy. Czujemy zawiść. Wkradamy się w cudze tragedie. Podziwiamy, lecz nie sięgamy po to samo, bo nie wierzymy w siebie. "Lepiej" przecież powiedzieć, że ktoś miał plecy, dał dupy. Wyśmiać osiągnięcia, których zazdrościmy.
Nie akceptujemy odmienności. Boimy się, że odmienność zrujnuje iluzję obiektywności, pewność naszego świata. A przecież jako dzieci patrzyliśmy zupełnie inaczej. Nie baliśmy się świata. Mieliśmy szansę zaakceptować jego nieobiektywne oblicze. Odmienność. Wypielęgnować w sobie empatię, a nie pozbyć się jej.
Co powiedziałeś/powiesz swojemu dziecku? Nauczysz je ignorancji, odbierzesz wybór? Karzesz być katolikiem, hetero, kibicem, prześmiewcą rządu i policji, homofobem, rasistą, ścisłowcem? Nie pozwolisz mu zrozumieć siebie ani ludzkiej natury? Zdusisz to, co ci się nie spodoba lub zagrozi uznaniu go za pasującego do szarego tłumu panów i pań Nikt?
Co masz do powiedzenia sobie? Gdybyś teraz wziął kartkę lub otworzył pustą stronę Notatnika, co miałbyś sobie do powiedzenia i utrwalenia?
Ja mówię sobie: skończ już pie*rzyć, wstań i rób wszystko, by sprawić świat ludzki lepszym. Byś się spełniła, zostawiła po sobie coś dobrego i innym nie działa się przy tym krzywda. To strasznie dużo wymagającej nieustannego skupienia roboty.

Krzywdzenie innych... Jedyny, uniwersalny grzech. Szlag by cię, nie rób innym krzywdy. Nie chcesz, by ktoś wpie*rzył się w twoje życie i je ro*jebał, to nie rób tego samego. Daj przykład. Przecież ktoś te nieposkromione bestie, które codziennie dokonują krzywd, wychowywał, miał w zasięgu. Niewinne dzieci. I spaprał sprawę. Albo starał się jak mógł, tylko że skaza tkwiła zbyt głęboko. Ale to trzeba dostrzec, a nie odwracać wzrok i usprawiedliwiać. Moje dziecko takie nie jest. To jednorazowe. To oszczerstwo. I potem rośnie psychopata, socjopata, gwałciciel, agresor, sadystyczny rodzic, pijany driver, naćpany bokser, kat zwierząt...
Nie każdą krzywdę udaje się przewidzieć. Nie każdą walkę z brakiem rozumu wygrać. Ale zawsze można się na tym uczyć, rozwijać, naprawiać, stawać lepszym. I pod żadnym pozorem nie wypuszczać umyślnie bestii, która żyje w każdym z nas, a nieumyślne potknięcia ograniczać jak się da. Inaczej spadnie się niżej od najbardziej prostackiego z organizmów żywych. Urodziliśmy się z możliwością bycia wielkimi, ale można to osiągnąć tylko koegzystując z innymi, w harmonii i poszanowaniu. Nie wybierając bycia niczym.

Niestety, wokół grasuje banda bestii, więc trzeba trzymać też pie*rzoną gardę. Każdy będzie krzywdzony jeszcze nie raz i należy zrobić wszystko, by zminimalizować możliwości krzywdzicieli. Masz w sobie bestię, i jeśli może przydać ci się do czegokolwiek, to właśnie do przewidywania i obrony. Nigdy nie pozwól zrobić z siebie ofiary. A jeśli nic nie mogłeś poradzić i krzywda się stała, nie obroniłeś się, nie zagryzłeś drapieżnika w samoobronie, już po wszystkim - właśnie wtedy bestia w tobie rozbudza się i proponuje, że przejmie nad tobą kontrolę. Dokona zemsty, stłumi rozrywające uczucia, ukaże świat. Odmów jej. Czy chcesz stać się tą żałosną miernotą, która cię skrzywdziła?
Czyż nie to powinno się powiedzieć dziecku? Nie rób innym krzywdy. Trzymaj gardę. Reszta jest twoja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz